Jedna osoba nie jest w dwóch miejscach naraz
Kiedy podczas części oficjalnej stoję pod sceną i skupiam się na zabezpieczeniu zdjęć must have, czyli takich, które muszę zrobić każdej osobie pojawiającej się na scenie, mam za plecami całą przestrzeń wypełnioną kilkuset gośćmi, którzy słuchają i reagują na to, co słyszą. Żeby uchwycić ich reakcje, muszę się odwrócić albo odejść od sceny i zmienić przy tym perspektywę, a w tym czasie ktoś na scenie może podać komuś rękę, wzruszyć się albo podnieść otrzymaną przed chwilą nagrodę. Ustawiam się tak, żeby nie zakłócać przebiegu tej części wieczoru i nie zasłaniać nikomu widoku, stojąc na środku.
Takich momentów nikt nie powtarza na prośbę fotografa. Pracując w pojedynkę, za każdym razem trzeba mieć na uwadze takie scenariusze, bo wydarzyć się mogą w każdej chwili. Kiedy pracuję z drugim fotografem albo w większym zespole, najważniejsza jest komunikacja i jasny podział ról, czyli ustalenie, które zdjęcia must have robi każda osoba i gdzie w danym momencie stoi.

Przy dwóch osobach nikt nie musi wybierać. Jedna pilnuje zestawu obowiązkowego przy scenie, druga w tym samym czasie może się skupić na dodatkowych zdjęciach, które pokazują skalę wydarzenia, szerszą perspektywę i unikatowe momenty.
Ten sam moment z dwóch perspektyw
Różnicę widać dopiero w gotowej galerii, przy wybieraniu zdjęć do prasy czy raportu. Przy jednym fotografie zbliżenie na mówcę i szeroki kadr z publicznością powstają jedno po drugim, w większym odstępie czasowym, więc pokazują dwa różne fragmenty przemówienia. Przy dwóch często powstają w tej samej chwili i bardzo wzbogacają materiał o dodatkową perspektywę.
Przy takim podziale pracy jedna osoba najczęściej pracuje na teleobiektywie 70‑200mm, który pozwala robić mocne zbliżenia z dystansu, i trzyma wąski kadr: portrety, pełne sylwetki, zbliżenia na twarze i gesty osób na scenie. Druga przeważnie sięga po obiektyw szerokokątny 15‑35mm albo uniwersalny 24‑70mm i automatycznie staje się fotografem lotnym, skupiając się na planach pośrednich i szerokich, reakcjach gości i całości wydarzenia widzianej z innej perspektywy. Te trzy obiektywy wystarczą na praktycznie każde wydarzenie.

Agencje pytają o drugiego fotografa zwykle przy briefie, a klienci na samym początku ustaleń. Najczęściej są to osoby, które mają za sobą kilka dużych wydarzeń i wiedzą, że przy jednej osobie część rzeczy dzieje się poza kadrem, niezależnie od tego, kto trzyma aparat.
Kiedy proponuję drugiego fotografa, a kiedy pracuję sam?
Kiedy zastanawiam się nad drugą osobą, patrzę przede wszystkim na program wydarzenia, a dopiero potem na liczbę gości. Konferencja na 300 osób, gdzie przez cały dzień trwają prelekcje i panele, a publiczność siedzi i słucha, jest do zrobienia w pojedynkę, bo wystąpienia trwają po pół godziny albo godzinę i mam czas obejść przestrzeń, uchwycić ten sam moment z kilku stron i wrócić pod scenę. Podobnie działa strefa festiwalowa, przez którą przewijają się setki osób: jedna osoba wystarczy, jeśli wie, co robi i na czym ma się skupić.

Te same 300 osób na wyjeździe firmowym to zupełnie inna praca, bo aktywności dzieją się równolegle: jedna grupa jedzie na offroad, druga zostaje w hotelu, a na plaży w tym samym czasie gra muzyka na żywo i trwają sporty wodne. Fotografowałem cykliczne wyjazdy pewnej firmy, w których uczestniczyło co roku od 500 do 800 osób, i na każdym z nich pracowałem z drugim fotografem, a materiał zawsze był kompletny. Kiedy w programie było pięć aktywności naraz, zapewnialiśmy kolejnych fotografów, ponieważ dwie osoby nie są w stanie być w pięciu lokalizacjach jednocześnie.
Nie każdy budżet zakłada drugiego fotografa i wtedy całość fotografuję w pojedynkę. Materiał musi być kompletny za każdym razem, niezależnie od tego, ile osób go tworzy, więc planuję czas w taki sposób, żeby z każdej strefy mieć równie bogaty materiał. Jak program wydarzenia i drugi fotograf wpływają na wycenę, opisałem we wpisie o tym, od czego zależy cena fotografa eventowego.
Gdzie kończą się możliwości jednej osoby
Największe wydarzenia, na jakich fotografowałem, to festiwale z kilkudziesięcioma tysiącami ludzi, ale tam pracuje cały sztab fotografów i operatorów, więc liczba gości znaczy tam co innego. Przy eventach zamkniętych, dostępnych wyłącznie dla zaproszonych osób, największa była gala dla ponad 3000 gości z kilku krajów, z częścią oficjalną, nagrodami i przemówieniami, a po nich after party z muzyką na żywo.

Pracowałem tam z drugim fotografem i przy takiej skali wszystko opiera się na komunikacji i zaufaniu. Muszę mieć pewność, że druga osoba robi dokładnie to, co wspólnie ustaliliśmy, bo tylko wtedy materiał z dwóch aparatów składa się w komplet. Praca we dwóch ma jeszcze jeden efekt: przy ośmiogodzinnym wydarzeniu skupienie na ostatnich dwóch godzinach jest zupełnie inne, kiedy część obowiązkowych zdjęć przejmuje druga osoba.
Jednej liczby, po przekroczeniu której drugi fotograf robi się konieczny, po prostu nie ma. Sam proponuję go zwykle od około 300 gości w górę, ale ostatecznie decyduje agenda i to, ile rzeczy dzieje się naraz oraz w ilu miejscach.
Kto stoi przy ściance zdjęciowej?
Ściankę widać w agendzie od razu: ktoś musi przy niej być przez godzinę albo dwie, bo goście podchodzą falami i każdy chce mieć swoje zdjęcie. Przy dwóch fotografach zajmuje się nią zwykle ten drugi, co nie znaczy, że zadanie jest łatwe, bo przez cały ten czas kadry mają wychodzić równo, a osoby przed obiektywem zmieniają się co kilkanaście sekund. Przy ściance prawie zawsze jest lampa błyskowa, a przy niej łatwo o zamknięte oczy albo minę złapaną w pół słowa, więc fotograf musi kontrolować każdy kadr na bieżąco.
Kiedy pracuję sam, ścianka jest po prostu kolejnym punktem programu. Dostaje swoje okno w agendzie, zwykle 30-60 minut przy starcie wydarzenia, a w międzyczasie skupiam się na fotografowaniu całej reszty. Przy dużym ruchu zostaję na miejscu do końca bloku, a kiedy goście podchodzą pojedynczo, swobody jest znacznie więcej.

Przy większych wydarzeniach pracuje przeważnie dwóch fotografów i uważam, że fotograf z doświadczeniem powinien sam to zaproponować, zanim klient zapyta. Wraca tu ten sam problem co przy scenie: stojąc przy ściance, nie widzę, co dzieje się na drugim końcu eventu.
O liczbę zdjęć przy ściance klienci pytają często i zawsze podaję im przedział zamiast jednej liczby, zwykle od 50 do 100 finalnych zdjęć. Zależy to przede wszystkim od skali wydarzenia oraz od tego, czy klientowi zależy na zdjęciach wszystkich gości, czy tylko na znanych osobach i celebrytach, jeśli tacy się pojawiają. Preferencje bywają tutaj różne. Sam czas planuję z agendy, bo ten punkt programu trwa przeważnie od wejścia gości aż do startu części oficjalnej, czyli od pół godziny do dwóch godzin.
Gala nagród bez chwili oddechu
Na galach z wręczaniem nagród pracowałem wielokrotnie, ale jedna utkwiła mi w pamięci szczególnie. Podział ról był prosty i standardowy: jedna osoba stała pod sceną i odpowiadała za zdjęcia must have przy każdym laureacie, a ja pracowałem jako fotograf lotny. Sama gala była za to niesamowicie intensywna, bo nagród było mnóstwo, laureaci wchodzili jeden po drugim, a ich przemówienia trwały krótko z racji bardzo napiętego programu.
Skupiałem się na planach szerokich, szukałem emocji oraz gestów, zbliżeń na odebrane nagrody czy zdjęć grupowych z wyższej perspektywy, czyli tego samego momentu widzianego po drugiej stronie wydarzenia. W przerwach między kategoriami na scenę wchodzili artyści z muzyką na żywo i ta część też musiała mieć pełne pokrycie.

Część oficjalna trwała łącznie 3 godziny i powstało z niej 150 finalnych zdjęć, czyli tych po pełnej selekcji, bo kadrów zrobiliśmy znacznie więcej. Cały materiał z tego wieczoru liczył 450 zdjęć i został przekazany klientowi w ciągu 24 godzin od zakończenia gali, ponieważ taki termin ustaliliśmy przy tej realizacji. Do mojej części pracy należała również pełna edycja kolorystyczna całego materiału, dzięki czemu zdjęcia z dwóch aparatów i wielu perspektyw złożyły się w jeden spójny reportaż pokrywający całe wydarzenie. O tym, jak wygląda praca fotografa na gali firmowej, pisałem osobno. Tę galę z nagrodami zestawiłem w tabeli z innymi realizacjami we wpisie „Ile zdjęć dostanę z eventu i kiedy?”.
Sytuacje losowe i plan awaryjny
Event managerowie planują z wyprzedzeniem i pytają, co może pójść nie tak, więc ten temat wraca przy ustaleniach regularnie. Zdjęcia zapisuję od razu na dwie karty jednocześnie, więc nawet gdyby jedna z nich się zepsuła, komplet materiału zostaje na drugiej. Karty tej klasy praktycznie się nie psują i mnie zdarzyło się to na szczęście tylko raz, ale przy pracy na żywo nie stawiam wszystkiego na jedną kartę. Zapasowe mam zawsze przy sobie, a przy dużych wydarzeniach biorę też drugi aparat jako backup lub pracuję na dwóch jednocześnie.

Sytuacje losowe zdarzają się na tyle rzadko, że nie robiłbym z nich argumentu sprzedażowego. Druga osoba jest zabezpieczeniem również na taki wypadek, ale to chyba najsłabszy z powodów, dla których się ją bierze.
Pytania, które dostaję najczęściej
Kiedy drugi fotograf jest konieczny, a kiedy to nadmiar?
Jednej granicy nie ma, bo więcej zależy od programu niż od liczby gości. Drugą osobę proponuję zwykle od około 300 gości w górę, a przede wszystkim wtedy, gdy w agendzie są rzeczy dziejące się równolegle albo ścianka zdjęciowa.
Czy zdjęcia od dwóch fotografów będą do siebie pasować?
Będą, jeśli przez cały materiał przechodzi na końcu jedna osoba i to ona odpowiada za edycję kolorystyczną całości. Bez tego obie serie zdjęć różnią się kolorystyką i widać to od razu, więc przy każdej takiej realizacji ustalam to jeszcze przed wydarzeniem.
Jak dzielicie się pracą na evencie?
Jedna osoba odpowiada za zdjęcia obowiązkowe z każdego punktu programu, a druga w tym samym czasie dokłada kadry, których nikt nie zrobiłby w pojedynkę w tej samej chwili. Podział ustalamy podczas briefingu na miejscu, po sprawdzeniu całej lokalizacji.


